Wywiad z Davidem Keilem | Ashtanga Yoga

Wywiad z Davidem Keilem

KEIL3
Autor: 
Christine Wiese
Tłumaczenie: 
Łukasz Przywóski

Czym jest Mysore ?

 

Dobre pytanie. Po pierwsze Majsur jest miastem, z którego pochodzi asztangawinjasa. Styl nauczania stosowany w szkole Patthabiego Joisa został nazwany na cześć tego miasta metodą Mysore. Styl ten opiera się na praktyce własnej. Przychodzisz na zajęcia, ćwiczysz a nauczyciel pomaga ci w wykonaniu niektórych pozycji. Sprawność praktykujących nie ma większego znaczenia, wszyscy znajdują się w jednym pomieszczeniu, praktykują obok siebie, ale każdy robi to we własnym tempie.

 

 

 

Jaka jest różnica między zajęciami prowadzonymi a praktyką w stylu Mysore?

 

Tradycyjna metoda nauczania asztangajogi opiera się na praktyce własnej. W czasie zajęć nauczyciel w pewnym sensie układa praktykę dla praktykującego. W czasie zajęć prowadzonych wszyscy ćwiczą w jednakowym, narzuconym przez nauczyciela  tempie. Obydwie metody nauczania mają wady i zalety. Zajęcia prowadzone stały się popularne z kilku powodów. Po pierwsze – są bardziej „ekonomiczne” - wytyczają sztywne ramy czasowe dla praktyki, wiadomo, o której praktyka się zacznie i której się skończy. Zajęcia w stylu Mysore wymagają trochę więcej poświęcenia,  większego skupienia na oddechu i odczuciach płynących z ciała. Osoby uczęszczające na zajęcia prowadzone mogą postrzegać uczniów ćwiczących w stylu Mysore jako bardziej zaawansowanych, „wtajemniczonych”, co, w gruncie rzeczy, nie jest nieprawdą. Trzeba jednak pamiętać, że część osób uczęszcza na zajęcia w stylu Mysore trzy lub dwa razy w tygodniu, a są i tacy, którzy robią to tylko raz w tygodniu, co nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem.  Dlatego też uczniowie myślący o przejściu na zajęcia Mysore z zajęć prowadzonych nie powinni czuć się onieśmieleni.

Zajęcia prowadzone zostały stworzone dla osób już ćwiczących. Ich celem nie było nauczanie praktyki, dopiero nauczyciele z zachodu zaczęli stosować je jako zajęcia dla początkujących.  W czasie zajęć prowadzonych gubi się kluczowe elementy praktyki asztangawinjasy: połączenie ruchu z oddechem i odnalezienia własnego rytmu praktyki. Tempo narzucone przez nauczyciela różni się od twojego naturalnego  tempa. Dodatkowo w czasie zajęć prowadzonych pojawia się bardzo dużo informacji, trudno je wszystkie zapamiętać.

Czy twoim zdaniem zajęcia w stylu Mysore są odpowiednie dla początkujących?

Moim zdaniem to właśnie zajęcia w stylu Mysore są najlepszym wyborem dla początkujących. Nauczyciel powinien poświęcić na tych zajęciach dużo uwagi i czasu początkującemu. Naturalnie przychodząc po raz pierwszy na zajęcia nie wykonasz od razu całej serii.

Jak pracujesz z początkującymi uczniami, którzy pojawiają się na Twoich zajęciach?

Przede wszystkim radzę im, aby się niczym nie martwili JPatrzę jak oddychają, jaki mają zakres ruchu, na ile sprawnie przyswajają wiedzę.  Pierwszego dnia praktyki pozwalam im wykonać Powitania Słońca A i B, maksymalnie pierwszych sześć pozycji stojących a następnie proszę ich o powtórzenie tej sekwencji. Przez następne pięć dni praktyki powtarzają sekwencję dołączając na koniec pozycję lotosu lub pozycje, które przygotowują do pozycji lotosu i, w niektórych wypadkach, utpluthih. Naturalnie jeśli są to osoby rozpoczynające praktykę sztangi ale mające doświadczenie w praktyce innej formy hatha jogi pozwalam im na więcej.

Co powiedziałbyś osobom, które myślą o przyjściu na zajęcia w stylu Mysore ale z różnych powodów praktyka własna onieśmiela je?

Nie ma jednej odpowiedzi. Na zajęciach w stylu Mysore bierzesz pełną odpowiedzialność za swoją praktykę. Jeśli ktoś nie jest gotowy, po prostu nie jest gotowy. Niech przyjdzie, kiedy poczuje, że to właściwy moment.

Czy zajęcia w stylu Mysore rzeczywiście wymagają większego oddania?

Tak. Trzeba na nie przyjść, rozłożyć matę, zacząć ćwiczyć, być przygotowanym na popełnienie błędu. Nauczyciel daje uczniom możliwość wykonania pewnej pracy, pomaga im w praktyce, ale nie wykona pracy za nich.  Problemem wcale nie jest praktyka w stylu Mysore ale sposób jej postrzegania przez uczniów, brak akceptacji dla własnych ograniczeń albo strach przed popełnieniem błędu.

Dlaczego ten sposób nauczania nie przyjął się w innych formach hathajogi?

Dobre pytanie. Nie wiem. By może wynika to z faktu, że te metody zostały odkryte i spopularyzowane dużo wcześniej i na zajęciach zawsze było mnóstwo osób. Nauczyciele musieli jakoś sobie radzić z dużą liczbą osób i zmieniali podejście do praktyki. Ale to tylko domysły. W każdym razie asztangawinjasa została odkryta dużo później niż na przykład joga Iyengara czy joga Śivanandy. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że przez dłuższy czas pozostała „tradycyjna”, uległa mniejszym zmianom niż wspomniane style. Patthabi Jois był tradycjonalistą, starał się nie zmieniać praktyki nawet wtedy, gdy do jego szkoły zaczęło przyjeżdżać coraz więcej uczniów.  Niezależnie od powodów, dla których praktyka w stylu Mysore nie pojawia się w innych formach hatha jogi trudno mi sobie wyobrazić nauczanie bez jej stosowanie. Jest to metoda, która pozostawia uczniowi dużo przestrzeni na wyrażanie siebie, na korekty, jeśli to niezbędne na rozmowę i szczegółowe omówienie praktyki lub konkretnej pozycji.

Jak wyjaśniasz uczniom potrzebę zatrzymania się na pozycji sprawiającej trudność? W czasie zajęć prowadzonych lub na zajęciach  w innym stylu uczniowie praktykują po prostu dalej, niezależnie od tego czy mogą wykonać daną pozycję czy też nie. Tymczasem w czasie zajęć w stylu Mysore muszą się w pewnym miejscu zatrzymać.

 

Będę szczery. Obywa sposoby nauczania mają wady i zalety. Tradycyjna praktyka w stylu Mysore zakłada wykonywanie serii do pozycji, której wykonanie przekracza umiejętności ucznia. Wówczas należy się zatrzymać i albo przerwać praktykę albo wykonać pozycje końcowe. Z biegiem czasu, kiedy uczeń opanuje już sprawiającą mu trudność pozycję nauczyciel „daje” mu kolejną pozycję. Jest to korzystne o tyle, że uczeń nie jest „przeciągany” przez asany, które przekraczają jego możliwości. Tradycyjna praktyka pozwala skupić się na pracy potrzebnej do wykonania danej pozycji. Wiele osób, którym pozwala się przejść dalej ma skłonność do omijania trudnych i nieprzyjemnych miejsc praktyki. Z drugiej jednak strony pozycje, które znajdują się w serii za pozycją, która sprawia danemu uczniowi trudność mogą przygotowywać ciało do jej wykonania lepiej niż pozycje ją poprzedzające.  Tak więc można się zastanawiać, które podejście wybrać.

Często słyszy się, że sztanga powoduje kontuzje. Ale przecież pozycje nawet nie istnieją dopóki ich nie wykonasz. Wydaje mi się, że jednym ze źródeł podobnych zarzutów jest to, że zbyt szybko pozwala się uczniom na praktykę całej Pierwszej Serii. Próby wykonania pozycji, do których ciało nie jest przygotowane mogą powodować kontuzje. Myślę, że taka postawa ma kulturowe podłoże. Nie lubimy, żeby nam mówiono, że czegoś nie potrafimy. Chcemy zmieniać się od razu. Gdybyśmy mogli zażyć tabletkę umożliwiającą natychmiastowe opanowanie wszystkich pozycji, prawdopodobnie byśmy to zrobili, nie biorąc pod uwagę, że w praktyce chodzi o coś innego, że jej esencją jest praca nad sobą.

Jakie były twoje wrażenie po pierwszych zajęciach w stylu Mysore?

Zacząłem od zajęć prywatnych, które dostałem w zamian za fizjoterapię. Nie pamiętam swoich pierwszych zajęć w stylu Mysore, ale przypominam sobie początki mojej praktyki w tym stylu. Był to dla mnie całkowicie naturalny sposób nauki. Prawdopodobnie wynikało to z moich doświadczeń z różnymi formami jogi. Nie pamiętam w  ilu dokładnie zajęciach jogi uczestniczyłem przed wybraniem zajęć w stylu Mysore, ale proces ten trudno nazwać przejściem. Był po prostu bardzo naturalny.

Kto był twoim pierwszym nauczycielem asztangi?

Moim nauczycielem jest John Scott. Spotkałem go w grudniu 2001 r. w czasie mojego pobytu w Kornwalii. Od razu wiedziałem, że to mój nauczyciel. Posiadanie nauczyciela mieszkającego w innym kraju nie jest łatwe. Poznając go odkrywasz, że chcesz przyjechać do kraju, w którym żyje kilka razy w roku, co nie jest ani łatwe ani tanie. Kiedy poznałem Johna prowadził wyłącznie zajęcia w stylu Mysore, uczestniczyło w nich średnio 8-10 osób. Zapytałem go, dlaczego prowadzi zajecia właśnie w ten sposób. Odpowiedział, że chce dać ludziom to, co sam otrzymał kiedy po raz pierwszy przyjechał do Majsuru. W tamtych czasach w Majsurze na Sali było średnio osiem osób. Uczniowie byli korygowani praktycznie w każdej asanie, gurudżi biegał po pokoju i każdemu poświęcał mnóstwo uwagi.  Pod koniec tygodnia praktyki z Johnem miałem wrażenie,  że w czasie zajęć poświęcił co najmniej dwie godziny wyłącznie dla mnie. Zastanawiałem się, jak to możliwe. Było to możliwe ponieważ pozostali uczniowie znali serię i John nie musiał skupiać się na ich praktyce, mógł za to poświecić mi-osobie początkującej -  więcej czasu.

Kiedy po raz pierwszy pojechałeś do Majsuru?

W marcu 2002 r. wróciłem do Anglii, żeby uczyć się u Johna. Powiedział mi wtedy, żebym zastanowił się nad wyjazdem do Majsuru, gdzie miałbym szansę poznać Patthabiego Joisa. Był to ostatni rok zajęć w starej szkole Joisa, wszyscy uczniowie ćwiczyli w małym pokoju, który mógł pomieścić maksymalnie dwanaście osób. Pięciu uczniów ustawiało się z przodu, pięciu z tyłu, a dwóch zwróconych twarzą do siebie – pośrodku. Maty były od potu twarde jak skała. W tamtym czasie Sharath zaczynał samodzielnie prowadzić zajęcia, miał swoją grupę uczniów. Widywałem go tylko raz w tygodniu. Na większości zajęć uczył mnie Gurudżi.

Ile razy odwiedziłeś Majsur?

Byłem w Majsurze dziewięć razy, przeważnie spędzałem tam trzy miesiące.

Po latach praktyki zacząłeś prowadzić zajęcia w stylu Mysore. Dlaczego nauczasz w ten sposób?

Przede wszystkim jest to tradycyjna metoda nauczania, która miała na mnie bardzo duży wpływ. Nie mogę wyobrazić sobie nauczania asztangawinjasy w inny sposób. Oczywiście czasami robię zajęcia prowadzone, jednak w ich czasie liczę winjasy w tradycyjny sposób. Nie są to zajęcia dla początkujących, tylko dla osób, które zdążyły już oswoić się z praktyką. W nauczaniu interesuje mnie zagłębienie się w praktykę, rozwiązanie problemów. Przypomina to trochę proces budzenia świadomości – zaczyna się na poziomie fizycznym, ale z czasem można zaobserwować u uczniów zmianę sposobu myślenia, pewne zmiany ich zachowania w codziennym życiu. W moim odczuciu podobnej pracy nie da się wykonać na zajęciach prowadzonych. Poza tym męczy mnie mówienie, a na zajęciach prowadzonych mówi się przez cały czasJ

Jakiej rady udzieliłbyś uczniom, którzy praktykują w stylu Mysore od dłuższego czasu i chcieliby zacząć uczyć korzystając z niej, ale nie są do tego w pełni przekonani. Boją się, że grupy będą mniejsze i nie zarobią tyle, ile na zajęciach prowadzonych, w których uczestniczy pięćdziesiąt osób.

Cóż, jeśli robisz to dla pieniędzy raczej nie warto brać się za prowadzenie zajęć w stylu Mysore. Radziłbym podejść do tego w tradycyjny sposób. Kiedy poznałem Johna Scotta nauczał w swoim domu. Gurudżi nauczał w swoim domu. Kiedy przebywam w Miami również prowadzę zajęcia w swoim domu, przeważnie dla czterech – pięciu osób. Jeśli chcesz zacząć uczyć w stylu Mysore zacznij od małej grupy – zachęć cztery osoby do regularnej praktyki. Prowadzenie zajęć w stylu Mysore dla dużych grup jest trudne – jeśli pojawi się na nich powiedzmy dwadzieścia pięć osób, a ty nie wiesz, co zrobić z taką grupą, będziesz wyglądał tak, jakbyś nie wiedział co z nią zrobić JBędziesz miotał się po sali, od uczestnika do uczestnika, przypominając trochę kurczaka z obciętą głową.

Odnoszę wrażenie, że nie ma warsztatów ani kursów, które przygotowywałyby do prowadzenia zajęć w stylu Mysore. Co radziłbyś początkującym nauczycielom?

Sharath powtarzał, że nie powinno się nawet myśleć o nauczaniu, jeśli nie ma się za sobą co najmniej dziesięciu lat praktyki w stylu Mysore. Jeśli poświęciłeś tyle czasu na praktykę własną, powinieneś z grubsza wiedzieć wszystko, co trzeba, by zacząć jej nauczać. Z drugiej strony warsztaty z anatomii czy korekt są potrzebne i warto w nich uczestniczyć. To dobrze, że ludzie chcą się dzielić wiedzą. Myślę, że w początkowym okresie nauczania lepiej mówić o dzieleniu się niż o uczeniu.

Pamiętaj, że praktyka w stylu Mysore jest tradycyjna. Jako nauczyciel bardzo cenię tę praktykę. Pozwali mi ona pracować z uczniami indywidualnie, zagłębić się w praktykę, pomagać im. Zajęcia prowadzone są dobre, kiedy chcesz poznać praktykę, jeśli jednak chcesz sił w nią zagłębić powinieneś wybrać zajęcia w stylu Mysore.

Paweł Witkowski INTools