Cicha moc kobiecego ciała | Ashtanga Yoga

Cicha moc kobiecego ciała

Kino Macgregor 1
Autor: 
Kino MacGregor
Tłumaczenie: 
Dorota Kozińska

FitYoga, czerwiec 2008

W roku przebiegającym pod znakiem polityki, kiedy pierwsza przedstawicielka naszej płci ma realną szansę zwyciężyć w amerykańskich wyborach prezydenckich, wszystkie zadajemy sobie pytanie o definicję silnej kobiety. Czy chodzi o przywódczynię, która nauczy się panować nad męskim światem? A może sedno kobiecych dążeń tkwi zupełnie w czymś innym?

W środowisku praktyków jogi – gdzie próżno szukać wytchnienia od politycznych dyskusji na temat płci – głęboko zakorzenione stereotypy ról mężczyzn i kobiet wychodzą czasem tym bardziej na jaw. Dogmatyczne wyobrażenia o możliwościach obojga płci przekładają się na opinie joginów o możliwościach kobiecych i męskich ciał. Skoro jesteś kobietą, pewnie się zastanawiasz, co ci przeszkadza wyrzucić biodra w powietrze – choćby kosztem elastyczności – twoja budowa, wzrost, waga, a może płeć? Takie myślenie podważa prawdziwe poczucie siły, i to bez względu na płeć biologiczną.

Jogini wychodzą z fałszywego założenia, że mężczyźni bez trudu unoszą ciało w pozycjach przeczących sile ciążenia, tymczasem kobiety splatają się we wszelkie asany wymagające elastyczności. Choć tradycja oraz nastawienie niektórych nauczycieli i uczniów utwierdzają stereotypową różnicę płci, codzienna praktyka jogi prowadzi do całkiem innych wniosków. Zdarzają się mężczyźni o wybitnie ruchomych stawach, którzy nie potrafią unieść pośladków nad matę, bywają też kobiety sztywne jak deska, które umieją stać w niewzruszonej równowadze na rękach. Jedną z najwspanialszych nauk, jakie można wynieść z jogi, jest świadomość, że nie ma uniwersalnych praw rządzących ciałami – każdy, bez względu na budowę, płeć, rasę i wiek, może odnieść korzyści z uprawiania tej starożytnej praktyki i dążyć w niej do mistrzostwa.

kino-macgregor2.jpgMimo to kobieta może poczuć się gorsza, przeglądając obfity katalog DVD z nagraniami mistrzów jogi – silnych, żylastych mężczyzn w rodzaju Rodneya Yee, Davida Svensona, Richarda Freemana, Chucka Millera i Sharatha Rangaswamy. Nasze miękkie krągłości i biodra przystosowane do rodzenia dzieci wyglądają niepozornie w porównaniu z muskularnymi nogami tych wspaniałych nauczycieli. Szukając dowodów na potwierdzenie tezy, że kobiety uprawiające jogę mogą naprawdę być silne, wnikamy w samą istotę kobiecości. Czasem można odnieść wrażenie, że kobiety zdolne do wyczynów na przekór prawom ciążenia i skutecznej walki o pozycję w polityce zanadto skupiają się na ćwiczeniu tężyzny, żeby wybić się w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Stłumiwszy w sobie cechy typowo żeńskie – miękkość, otwartość, emocjonalność i łagodność – wpływowe kobiety stają się szorstkie w obejściu i tym samym wzbudzają lęk. Kobietę asertywną określa się często wymownym epitetem „suka”. Niektórzy boją się Any Forest, wielu porównuje Hillary Clinton z Królową Śniegu.

Rezygnując z niezbywalnych cech naszej płci, żeby odnieść sukces w świecie mężczyzn, kwestionujemy samą istotę kobiecości. Płeć jest sprawą niezwykle złożoną i trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, co stanowi o naszej kobiecości albo męskości. Moja własna podróż w świat jogi postawiła mnie przed niełatwym pytaniem, czy w ciele kobiety kryje się jakaś naturalna siła – inna, a mimo to wcale nie mniejsza niż siła mężczyzny. Prawie dziesięć lat temu, kiedy zaczęłam praktykować jogę, byłam stereotypową dziewczyną: elastyczną i bardzo słabą fizycznie. Pełna podziwu dla tych wszystkich tajemniczych wyrzutów ciała, vinyas, stania na rękach i na głowie, popatrywałam krytycznym wzrokiem na swój krągły tyłek, wątłe ramiona i podłą posturę, składając wszystkie niepowodzenia na karb płci i złej budowy ciała. Zachodni nauczyciele w najlepszej wierze przymykali oko na moje błędy, powtarzając przy każdej okazji, że kobieta nie jest w stanie dorównać mężczyźnie pod względem siły fizycznej. Z fachowych, opartych na analizie ruchu podręczników anatomii można się dowiedzieć, że ciało kobiece ma niżej umiejscowiony środek ciężkości i rządzi się innymi prawami, co dowodzi, że kobiety są słabsze od mężczyzn. Badania naukowe i utarte schematy myślenia wytyczyły nam sztuczne granice, ja jednak postanowiłam szukać głębiej.

Mój dziewięćdziesięciotrzyletni mistrz Śri K. Pattabhi Jois oznajmił kiedyś na konferencji w Mysore swą słynną łamaną angielszczyzną: „Joga się zmieniać. Teraz niektóre kobiety bardzo silne. Prawidłowo wykonywać asany możliwe. Przedtem niemożliwe. Teraz możliwe. Wszystkie kobiety robić wszystkie asany OK”. Krishnamacharya, nauczyciel wszystkich naszych nauczycieli, był pierwszym braminem, który dopuścił kobiety do tajnych studiów nad świętymi tekstami indyjskimi; miał też powiedzieć, że kobiety są przyszłością jogi. Skoro mamy coraz większe szanse w walce o władzę, nie ma się co dziwić, że rola kobiet w praktyce jogi także się zmienia i rozwija. Podstawową nauką jogi jest jednoczenie przeciwieństw, z czego wynika, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety powinni dążyć do równowagi między siłą a elastycznością. Kiedy spróbowałam osiągnąć tę równowagę we własnym ciele, dotarłam do granic swych możliwości fizycznych, emocjonalnych i duchowych. W codziennej praktyce doszły do głosu egzystencjalne pytania o najgłębszy sens mojego istnienia – podobnie jak w każdej sytuacji, w której musimy zaangażować cały nasz potencjał.

kino-macgregor4.jpgPo latach uprawiania jogi i doskonalenia pozornie niewykonalnych pozycji nie mam już wątpliwości, że kobiety dysponują równie istotną siłą. Marianne Williamson twierdzi, że prawdziwa moc kobiet tkwi w ich magnetyzmie, wyobraźni i zdolności przyciągania. Kobiece ciało przyjmuje, karmi, ofiarowuje, daje życie, podtrzymuje, dźwiga, nagina się, rośnie, kurczy się, czasem nawet pęka – a mimo to wciąż się odbudowuje. Sercem każdej żeńskiej istoty nie jest wyeksponowany narząd płciowy, lecz łono – wspaniały, milczący i mroczny potencjał życia. Ta ciemność, której archetyp wywodzi się z cyklu księżycowego, skupia w sobie energię wraz z jej przypływami i odpływami, zmienność, siłę życiową i płodność. Umięśnione ciało mężczyzny rozpycha się, walczy i atakuje, podczas gdy ciało kobiety wabi, uwodzi i przyjmuje w głąb siebie. Szukając siły w praktyce jogi i w codziennym życiu, musimy się oprzeć na tym fundamentalnym rozróżnieniu. Skoro chcemy poznać tajemnicę prawdziwej siły kobiecej, nie powinnyśmy naśladować mężczyzn z ich wrodzoną skłonnością do parcia naprzód, lecz wybrać typowo żeńską drogę podboju świata.

Kiedy kobieta odrzuca realia własnego ciała, jego cykle i potencjał rozrodczy, jej dusza wciąż tkwi w okowach bezlitosnej walki o władzę. Kiedy kobieta praktykująca jogę stęka, szczerzy zęby i cierpi katusze, stając się przy tym coraz bardziej gruboskórna, jej wrodzona łagodność niknie pod grymasem zaciśniętych szczęk. Prawdziwa kobieca siła wymaga zaakceptowania miękkości i stałości każdej krzywizny ciała. Praktykując od pięciu lat niezwykle trudną serię zaawansowaną jogi ashtanga, zdałam sobie sprawę, że wytrzymałość, pragmatyzm i wdzięk mieszczą się w granicach możliwości mojej kobiecej siły, ciała i duszy. Siła mężczyzny jest głośniejsza, skierowana na zewnątrz, ambitna, zachłanna i czasem bojowa. Nie chcę przez to powiedzieć, że kobiety nie umieją walczyć, że nie bywają gwałtowne – mam tylko na myśli, że w kobiecym ciele gwałtowność przybiera inną formę. Ciało kobiety, często drobniejsze, nie może po prostu naśladować ciała mężczyzny, żeby mu dorównać pod względem fizycznym. Chcąc dokonywać tych samych wyczynów siłowych z typowo kobiecym wdziękiem, musimy wykorzystać nasz wrodzony potencjał, uszanować jego kobiecą formę i docenić go takim, jaki jest. Nasza moc nie wymaga gwałtownego parcia naprzód, tylko ustalenia, jak praktykować i na czym się skupić – oraz doskonałej równowagi między siłą a wdziękiem.

kino-macgregor7.jpgWychowałam się w duchu feminizmu lat siedemdziesiątych i przez większość życia pozostałam wierna jego ideom, podświadomie walcząc z mężczyznami o władzę i nie umiejąc tak naprawdę ich pokochać. Jodze zawdzięczam dar prawdziwej, całkowitej samoakceptacji i teraz jestem silną kobietą, która potrafi docenić piękno i moc swego ciała. Kobieta, która kocha samą siebie, umie też kochać i doceniać mężczyzn takimi, jakimi są. Stając na rękach, podpierając się łokciami, robiąc skłony w tył i wyrzucając ciało w górę ruchem przeczącym prawu ciążenia nie próbuję naśladować mężczyzn – uwalniam swoją kobiecość i pozwalam jej krążyć w żyłach, mięśniach i całym ciele, wniknąć w mój umysł i duszę.

Kobiety są wielkimi odźwiernymi świata. Nasze „tak” daje wstęp do wnętrza naszego ciała, nasze „nie” wyznacza granice przyzwolenia i odmowy. Nasza prawdziwa władza polega na umiejętności wyboru, gromadzenia i przyciągania. Jesteśmy urocze, godne podziwu, potężne, piękne, uwodzicielskie, czarujące i zniewalające, kiedy świecimy jak księżyc w pełni na bezchmurnym niebie. Nie naśladujmy męskiej, hałaśliwej mocy. W praktyce jogi musi się znaleźć miejsce dla męskiej i kobiecej siły. Nie osiągajmy jej kosztem wdzięcznych kobiecych kształtów – starajmy się je podkreślić, bo w ciele kobiety drzemie cicha moc.

Copyright 2009 Kino MacGregor/ Wszelkie prawa zastrzeżone

Paweł Witkowski INTools