K. Pattabhi Jois i B.K.S. Iyengar

You are missing some Flash content that should appear here! Perhaps your browser cannot display it, or maybe it did not initialise correctly.

Autor: 
Namarupa
Tłumaczenie: 
Łukasz Przywóski
Zdjęcia: 
Namarupa

W 1934 roku K. Pattabhi Jois i B.K.S. Iyengar, młodzi jeszcze mężczyźni, byli uczniami srogiego Krischnamacharyi. Indie wciąż znajdowały się pod brytyjskim panowaniem. Indyjskim Maharadżom pozostawiono funkcję mężów stanu. Wciąż cieszyli się chwałą i żyli w przepychu, ich troska o utrzymanie tradycji ukochanego kraju były tym silniejsza, że znajdował się pod obcymi rządami.

Maharadża Mysore’u Krishnarajendra Wodeyar, słynący z utrzymywania bogatych archiwów sanskryckich tekstów, darzył gorącym uczuciem tradycyjną sztukę, muzykę i jogę. Mieszkańcy Mysore’u hucznie obchodzili ważne religijne święta takie jak Dusserah, żyli w dobrze utrzymanym i czystym mieście. Można powiedzieć, iż zachowali styl życia i tradycje dawnych Indii. W takiej właśnie atmosferze młodzi chłopcy studiowali jogę u Krischnamacharyi, który objęty był patronatem Maharadży.

O ile Pattabhi Joisowi pisane było pozostać w Mysore a Krishnamaryi przenieść się w 1954 r. do Madras, o tyle młody Sundaraja Iyengar został w 1934 r. wysłany do Puny, w centralnych Indiach by nauczać tam jogi dysponując wyłącznie poleceniem swojego Guru. Pozostał tam praktykując i nauczając, podczas gdy Pattabhi Jois uczęszczał do Sanscrit University. Ich ponowne spotkanie miało miejsce dopiero w 1940 r. Mimo że żaden z nich nie pamięta szczegółów tego spotkania, obydwaj przypominają sobie, iż miało ono miejsce podczas jednej z promujących jogę podróży Krishnamacharyi. Czcigodny jogin przybył do Puny wraz z Pattabhi Joisem, aby odwiedzić Swamiegi Kuvalayanandę i jego Instytut Kaivalyadhama Yoga Institute. Przez krótki czas obydwaj byli gośćmi w domu Iyengara.

Mijały lata i po pierwszych przebłyskach w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych praktyka jogi rozprzestrzeniła się niczym pożar po całym świecie, po niezliczonych tysiącach lat zamknięcia w Indiach. Jedynie pogłoski na jej temat przedostawały się na zewnątrz wraz z poszukiwaczami takimi jak Madame Blavatsky czy Vivekananda. Nazwiska Pattabhi Jois i B.K.S. Iyengara były na ustach niezliczonych tysięcy studentów jogi, mimo że oni sami od 1940 r. nie spotkali się choćby na wspólnej kawie.

W 2005 r. minęło sześćdziesiąt lat od momentu ich ostatniego spotkania. Pattabhi Jois świętował swoje dziewięćdziesiąte urodziny, Iyengar skończył osiemdziesiąt siedem lat. Nastał czas spotkania dwóch najbardziej wpływowych joginów naszych czasów.

- Yaru yaru? (Kto tam?)

- Pattabhi, z tej strony Sundaraja!

Tymi słowy rozpoczęła się rozmowa poprzedzająca to mające przejść do historii spotkanie. Ujmująca była serdeczność, z jaką zwracali się do siebie przez telefon dwaj mężczyźni, srodzy i wymagający nauczyciele.

Ich ponowne spotkanie było pod każdym względem radosne. Iyengar przybył z oddalonego o cztery godziny drogi na północ Tumkuru, gdzie został odznaczony w trakcie Obchodów Jogi. Nie mogąc przybyć na urodziny Pattabhi Joisa ze względu na ich zbieżność z Guru Purnimą (dzień, w którym duchowi nauczyciele przemawiają do swoich uczniów). Bliskość Tumkuru umożliwiła tę wizytę kilka dni po dziewięćdziesiątych urodzinach Pattabhi Joisa.

Iyengar przybył do Gokulam około pierwszej po południu w towarzystwie sześciu uczniów i swojego sekretarza Raghu. Wszyscy uśmiechali się na widok dwóch wielkich mistrzów witających się gorącym uściskiem i rozpoczynających rozmowę w języku Kannara. Jeden z uczniów Iyengara, pochodzący z Karnataki zauważył: Guruji zawsze powtarza, że nie czuje się swobodnie w Kannarze, ale spójrzcie na niego, jak rozprawia.

Wszyscy obecni zostali poczęstowani kawą, a po jakimś czasie udali się do przyległego pokoju, gdzie dwaj mężczyźni spożyli pierwszy wspólny posiłek od 1940 r.

Córka Pattabhi, Saraswati, zatroszczyła się, by podano wyłącznie najbardziej wyszukane dania. Po posiłku wicedyrektor AYRI, Sharath, oprowadził wszystkich po Shali a uczeń Iyengara Madhava zaczął zadawać pytania obydwu mężczyznom.

Madhava: Gdy rozpoczynaliście praktykę/ naukę jogi czy spodziewaliście się, iż rozwinie się ona tak bardzo?

K. Pattabhi Jois: Nie, nie, ani trochę. Jako chłopiec zobaczyłem pokaz asan w wykonaniu Krishnamacharyi i pozycje te wzbudziły we mnie fascynację. Następnego dnia poszedłem do niego, skłoniłem się i błagałem by został moim nauczycielem. Zapytał się dość ostro, kim jestem, był onieśmielający. Zapytał wówczas skąd przybywam i kim jest mój ojciec. Wyjaśniłem, iż pochodzę z miejscowości Kaushika oddalonej o pięć kilometrów a mój ojciec jest astrologiem i księdzem / duchownym. Zapytał mnie czy jestem gotów niezwłocznie rozpocząć naukę – na co przytaknąłem.

Następnego dnia pojawiłem się na zajęciach. I jeszcze tego samego dnia rozpoczął się łomot.

Madhava: Dlaczego więc nie zrezygnowałeś?

K. Pattabhi Jois: Mój Boże, jakże bym mógł? Był we mnie głód nauki.

Madhava: Gdybym był Tobą już dawno bym uciekł.

K. Pattabhi Jois: Nie, jak powiedziałem, chciałem się uczyć. Pamiętam dwóch przyjaciół Garudę i jeszcze jednego chłopaka, Hassama Rangaswamy, uczyliśmy się razem. [Zwracając się do Iyengara] Pamiętasz Garudę?

B.K.S. Iyengar: O tak, pamiętam.

W 1932 roku maharadża Mysore zaprosił Krischnamacharyę do uczenia w swoim mieście, utworzył shalę w pobliżu Jagan Mohan Palace – wszyscy tam praktykowaliśmy. Był tam dyrektor, zapomniałem jego imienia, jak on się nazywał … NS Subbarao! To właśnie on przyznał Krischnamacharyi pensję i wysłał go do wszystkich dzielnic by nauczał i promował jogę. Gdy w 1932 r. Krischnamacharya przybył do Pathasali Sanscrit University stanąłem przed nim i oddałem mu hołd. Rzekł O, to ty!, na co odpowiedziałem, Tak Guruji, studiuję tutaj. Sprawiał wrażenie szczęśliwego, na powrót zacząłem z nim ćwiczyć.

Czasami proszono nas – mnie i mojego przyjaciela Mahadeva Bhatta- o przygotowanie w pałacu pokazów jogi . Pewnego razu podarowano nam pięć rupii i Hanuman Kaccha (bieliznę) – byliśmy naprawdę szczęśliwi. [Zwracając się do Iyengara] Pamiętasz Panią z Ameryki? Też pojawiała się w pałacowej shali.

B.K.S. Iyengar: Tak, pamiętam ją – później zmieniła imię na Indra Devi, czyż nie?

K. Pattabhi Jois: Słyszałem, że niedawno zmarła .

B.K.S. Iyengar: W Brazylii.

K. Pattabhi Jois: Ah, Brazylia. Tak czy inaczej jedno zdarzenie prowadziło do następnego i nie zaprzestawaliśmy praktyki. Byli z nami Mahadev Bhatt, Srinivas Achar, Ranganath Desikachar i inni.

B.K.S. Iyengar: Tak, pamiętam wszystkich.

Madhava: Od tamtego czasu zarobiłeś znacznie więcej niż pięć rupii, przypuszczam jednak, że te pięć rupii, które otrzymałeś od Maharadży muszą mieć specjalne znaczenie, czyż nie?

K. Pattabhi Jois: Cóż, te pięć rupii pozostało dla mnie wyjątkowe. Po utrzymaniu pieniędzy, ukryłem je w moim bagażu pod stosem ubrań. Otwierałem bagaż codziennie, przyglądałem się banknotowi i z powrotem go zamykałem. (wybuch śmiechu). Wiesz, do tego momentu nigdy wcześniej nie widziałem jednej rupii (kolejny wybuch śmiechu)! Cóż, tak się wtedy żyło.

Tak właśnie potoczyła się historia, która stała się legendą.. Zrobiono więcej zdjęć obydwu mężczyznom. Następnie, wszyscy udali się na górę, gdzie zaproponowano im kawę. Wszyscy zgodzili się z Iyengarem, że kawa jest Soma Rasa (wyskokowym nektarem nieśmiertelności) Kali Yuga (obecnego wieku ciemności) a Pattabhi Jois dodał Tak, w sklepach można znaleźć tak wiele odmian Soma Rasy

Godziny popołudnia mijały, w końcu Iyengar skierował rozmowę na Krischnamacharyę.

B.K.S. Iyengar: Cokolwiek by mówić zasługa należy się naszemu guru – był morzem wiedzy, ale nie dał tego co posiadał każdemu z nas. Miał mnóstwo wiedzy, lecz przekazywał ją małymi porcjami, trochę tu, trochę tam. Podobnie do dziobiących kury czy koguta musieliśmy dziobać i wydobywać jego wiedzę. I to właśnie my sprawiliśmy, że świeci ona przykładem. Chciałbym wam wszystkie radzić, zadbajcie, by światło zapalone przez uczniów Krischnamacharyi nie zgasło. Światło jego nauki powinno dalej świecić, stać się Światłem jogi (Yoga Dipa). Więc proszę, byście nie zaprzestawali praktyki. Niech świeci.

K. Pattabhi Jois: Zaczęliśmy rozumieć istotę jogi w momencie, gdy kazał nam stać godzinami na spalonym słońcem kamiennym dziedzińcu.

B.K.S. Iyengar: Co mógłbym dodać? Trzeba wypocić sto procent, nie tylko fizycznie ale i intelektualnie, dopiero wówczas dowiadujesz się co nieco o jodze. Tak więc 100 % z ciała, 100 % z intelektu. Musisz się pocić, intelekt musi się pocić.

Na koniec tak ważnego dnia ci z nas, którzy byli przy nim obecni poczuli wagę spotkania tych dwóch wielkich ludzi. Lata historii – różnice i słowa krytyki pomiędzy ich szkołami jogi – sprawiały wrażenie nic nie znaczącej, bezsensownej intelektualnej mgiełki, która podniosła się gdy dwaj mężczyźni wypili wspólna kawę. Oni sami byli dojrzałymi braćmi - joginami widzącymi się po długiej rozłące. W 1934 razem w 2005 razem. Myślę, że to ważne. To rzadki przywilej - zauważył Iyengar.

Różnice w praktyce, stylach, filozofii i opiniach będą zawsze obecne – mają jednak drugorzędne znaczenie. Przesłanie wzajemnego szacunku i przyjaźni leży u podstaw wspaniałej indyjskiej tradycji i w sercach tych dwóch czcigodnych ludzi.

Artykuł pochodzi z magazynu Namarupa (nr 4)

Paweł Witkowski INTools