Wywiad z Gregorem Maehle | Ashtanga Yoga

Wywiad z Gregorem Maehle

Autor: 
Stuart
Tłumaczenie: 
Łukasz Przywóski

 

W swoich pierwszych dwóch książkach poświęciłeś dużo miejsca anatomii. Dlaczego twoim zdaniem praktycy jogi powinni rozumieć, w jaki sposób działa ciało?

Wydaje mi się, że to ważne. Im precyzyjniej wykonuje się pozycje, im lepsze będzie ustawienie ciała w asanie, tym łatwiej uniknąć błędów, przeciążeń i kontuzji. Dodatkowo, prawidłowe anatomicznie ustawienie ciała w pozycji sprawia, że jej działanie będzie korzystniejsze.

 

 

W jaki sposób wiedza anatomiczna pomaga w utrzymaniu długotrwałej praktyki?

Zdarza się, że praktycy przestają praktykować, bo rozwijają się u nich na przykład problemy ze stawami albo urazy mięśniowe. Łatwo przewidzieć, że coś takiego wydarzy się, jeśli nie praktykuje się w precyzyjny i bezpieczny sposób. Kiedy jednak praktykuje się w dokładny i dobry technicznie sposób, nie będzie powodu, żeby kiedykolwiek przerwać praktykę.

Często asztangawinasajoga jest przedstawiana jako ryzykowna i kontuzjogenna. Czy twoim zdaniem wynika to z charakteru praktyki czy też z podejścia uczniów do praktyki?

Myślę, że to nieporozumienie. Nieporozumieniem jest wiara, że ciągłe powtarzanie źle wykonywanych pozycji w cudowny sposób spowoduje coś dobrego. Należałoby raczej zastanowić się, skąd w praktyce pojawiają się problemy i co należy zmienić, a następnie zmienić to w oparciu o anatomiczną wiedzę, aż do czasu, kiedy problem się rozwiąże. Lepiej jest zmienić praktykę niż ćwiczyć mimo utrzymującego się uczucia bólu albo liczyć na to, że bol minie, mimo że powtarza się na okrągło dokładnie te działania, które go spowodowały. Ten cud nie zdarzy się.

O ile dobrze zrozumiałem, wielu ludzi powtarza, że jeśli będziesz praktykował dostatecznie długo twoje ciało znajdzie naturalne ustawienie. Twoim zdaniem natomiast jest o wiele bardziej prawdopodobne, że wciąż będzie się powtarzało te same błędy.

Dokładnie tak. Patańdżali objaśnia w jogasutrach, że wszystkie nasze działania biorą się ze zgromadzonych w podświadomości śladów. Przeważnie wzorce te są związane z minionymi cierpieniami - dopóki nie zmieni się działania, wzorce te będą utrwalane a oparte na nich działania będą przynosiły wciąż te same rezultaty. W kontekście praktyki asan trzeba zrozumieć, że powtarzanie tych samych działań nie przyniesie nowych efektów. Jeśli powtarzasz coś, co powoduje problemy i nic nie zmienisz – dostaniesz więcej problemów. Innymi słowy, kiedy pojawi się ból albo dojdzie do kontuzji, trzeba fundamentalnie zmienić swoje działanie, w tym konkretnie wypadku jakość wykonywanych pozycji.

Jak twoim zdaniem najłatwiej się do tego zabrać, kiedy pojawi się ból? Uprościć pozycję a później odbudować praktykę?

Myślę, że warto zacząć od znalezienia nauczyciela, posiadającego wiedzę anatomiczną, który będzie w stanie używać anatomicznej nomenklatury do opisania tego, co robi. Nauczyciel jogi musi rozumieć czym jest zakres ruchu w stawie. Kiedy będzie opisywał pozycje w anatomiczny sposób, uczniowie będę mogli zrozumieć, co należy zmienić, kiedy pojawiają się trudności.

Kiedy pojawi się problem, dobrze jest najpierw wrócić do podstaw, a potem odbudowywać praktykę. Musiałem zrobić tak kilkakrotnie, wrócić do podstawowej wersji Pierwszej Serii a później odbudować swoją praktykę praktycznie od zera. Pomyślałem wtedy, że to co robiłem, nie sprawdziło się. Zacznijmy więc od nowa i zobaczmy co trzeba zrobić, żeby uzyskać lepsze efekty.

Ashtangawinjasajoga nie jest kojarzona z precyzyjnym wykonywaniem asan tak, jak, na przykład, joga Iyengara. Czemu twoim zdaniem ten aspekt praktyki jest pomijany przez niektórych nauczycieli asztangawinjasy?

Myślę, że równoczesne wprowadzenie precyzji i płynności jest bardzo trudne. Być może kiedy asztanga weszła do współczesnej kultury, praktycy czuli potrzebę powrotu do płynności. Niewykluczone, że pod wpływem nauczania opartego o metodę Iyengara w szkołach kładziono zbyt duży nacisk na precyzję i kiedy pojawiła się taka możliwość, praktycy wybrali drugą skrajność. Myślę, że zwracanie uwagi zarówno na płynność i precyzję praktyki ma fundamentalne znaczenie, obydwie niosą ze sobą określone korzyści. Część z nich będzie utracona, jeśli skupisz się wyłącznie na jednym: precyzji albo płynności.

Jak już wspomnieliśmy, ważne jest szybkie ustawienie ciała w pozycji w prawidłowy sposób, żeby można było pozostać w niej przez pewien czas w bezruchu.

Tak.Myślę, że najlepiej jest już od samego początku utrzymywać jak najlepszą jakość praktyki, wykonywać pozycje w poprawny technicznie sposób. Z mojego doświadczenia wynika, że bardzo trudno jest to zrobić, kiedy ktoś przyzwyczaił się, że niedbałe wykonywanie pozycji ujdzie mu płazem, dopóki może utrzymać płynność praktyki. Sugeruję, żeby od samego początku wykonywać pozycje wysokiej jakości i wykonywać je jak najlepiej od samego początku a z czasem przyspieszać wchodzenie w asanę i wychodzenie z niej.

Może to oznaczać, że początkowo nauczyciel będzie prowadził ucznia przez praktykę tłumacząc, co robić na każdym wdechu i wydechu. Przykładowo w czasie każdego oddechu w pozycji, udzieli jednej instrukcji dotyczącej tego, którą grupę mięśni uruchomić. Z czasem, kiedy praktyka dojrzeje, można spróbować wykonać wszystkie te instrukcje równocześnie, na jednym oddechu, wchodząc w pozycję. Ludzki umysł jest do tego stworzony – dowodzą tego występy tancerzy lub sportowców, którzy wykonują określone ruchy albo przyjmują określone pozycje w płynny sposób, nie uaktywniają grup mięśni na raty, jedna po drugiej, wszystko dzieje się równocześnie. W przeciwnym razie występ nie byłby możliwy. Również praktycy jogi powinni pracować nad dobrym ustawieniem ciała a z czasem uczyć się coraz szybszego wchodzenia w dobrze wykonane pozycje. Przykładowo wejść na wydechu w skłon do przodu uwzględniając wszystkie parametry pozycji a następnie być w asanie przez kolejne pięć oddechów.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy obawiają się, że skupiając się na precyzji stracą  płynność. Z tego, co mówisz wynika, że dzięki odpowiedniej praktyce można połączyć jedno z drugim?

Tak, ale na początku być może trzeba będzie się skupić bardziej na jednym, żeby nie stracić obu. Można na przykład w niektóre dni skupiać się bardziej na płynności w inne na precyzji wykonania asan. Celem jest wejście do pozycji na jednym oddechu. Nie należy oczekiwać opanowania tej umiejętności po kilku tygodniach albo miesiącach praktyki.

Jest wielu dobrych nauczycieli, którzy podkreślają znaczenie prawidłowego ustawienia ciała, ale napotykają na opór ze strony uczniów. Zdarza się też, że uczniowie ćwiczą poprawnie przy nauczycielu, ale kiedy nie ma go w pobliżu nie przykładają wagi do precyzji i wracają do utartych schematów. Skąd twoim zdaniem ten opór?

Z braku wiedzy. Jeśli praktycy jogi naprawdę by zrozumieli, że ciało jest skrystalizowaną historią minionych myśli i czynów, zrozumieliby też ,że ciało nie zmieni się samo z siebie, jeśli nie zmieni się działania. Nic nie zmieni się po prostu przez szybkie przechodzenie z pozycji do pozycji i utrzymywanie tak zwanej płynności praktyki. Oczywiście utrzymanie płynności ma wiele zalet. Dwie podstawowe korzyści to fakt, że pomaga wytworzyć ciepło, które sprawia, że ciało staje się bardziej elastyczne i, dodatkowo, przyspiesza metabolizm, co pomaga w oczyszczeniu organizmu z produktów przemiany materii. Dodatkowo płynna praktyka ma w sobie coś medytacyjnego. Kiedy utknie się w pozycji i nieprzerwanie analizuje, co się robi, czy robi się to dobrze czy źle, co można poprawić trudno o chwilę wytchnienia, spokoju, bycia w asanie. Na tym polega właśnie piękno płynnej praktyki – na dobrym przepływie. Żeby się nim cieszyć, trzeba wykonywać pozycje w precyzyjny sposób. Jeśli wykonywane są niedbale albo słabo z czasem spowodują problemy. Nie jest wielkim sekretem, że wiele osób zrezygnowało z praktyki asztangawinjasy, stwierdziło, że nie jest na tyle korzystną praktyką, żeby ją kontynuować. Asztanga ma w sobie coś hardcore’owego. Myślę, że wynika to z jednej strony z tego, że wiele z tych osób było zbyt silnie i zbyt często korygowanych, z drugiej zaś trony z braku trafnych wskazówek co do praktyki i wykonywania pozycji. W rezultacie praktyka nie była dla nich korzystna. Wierzę, że ta praktyka może przynieść zakładane korzyści pod warunkiem, że uczy się jej w precyzyjnym i dobry technicznie sposób.

Poruszyłeś temat korekt. Bez wątpienia są jedną z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić, żeby uszkodzić ucznia. Czy masz ogólne wskazówki dla nauczycieli dotyczące sposobu wykonywania korekt tak, żeby były one bezpieczne dla ucznia?

Myślę, że problemem jest czasami postawa nauczyciela, podejście typu  „zabiorę cię dalej niż kiedykolwiek byłeś, właśnie mi się to uda”. Ważne, żeby nauczyciel podchodził do ucznia z czystym umysłem, bez ambicji, chęci zabrania ucznia dokądś.  Inną ważną rzeczą jest to, żeby służyć uczniowi, czuć, na jakim jest etapie w danej chwili a nie myśleć ”A tak, noga powinna być tu, ręka tam a głowa trochę niżej”. Nauczyciel dotykając ucznia powinien być w stanie czuć tkanki, sprawdzić czy ciało jest napięte czy rozluźnione. Przykładowo, kiedy koryguje się ucznia w skłonie do przodu, nauczyciel powinien być w stanie poczuć, jak zachowuje się ciało - czy mięśnie wydłużają się czy też stały się jak z betonu. W tym drugim przypadku trzeba się cofnąć. Połóż ręce na uczniu i pozwól na to, żeby cię prowadziły, żeby ciało ucznia prowadziło ręce. Jeśli uczeń rozluźnia się pod twoim dotykiem, podążaj za nim. Jeśli uczeń opiera się, możesz mu powiedzieć: „Czuję, że nie możesz się rozluźnić” albo wytłumaczyć mu to, co chcesz zrobić.

Co więcej, w czasie wykonywania korekt,  bezpieczniejsze jest używanie wagi ciała zamiast siły - naciskania na ucznia i „dopychania” go do pozycji.  Kiedy używasz siły, mięśnie kurczą się, co przełoży się na ciało ucznia jako napięcie. Kiedy jesteś rozluźniony i użyjesz wyłącznie ciężaru ciała, twoje odprężenie przeniesie się na ciało ucznia i spowoduje, że i on rozluźni się.  Musisz być oczywiście bardzo ostrożny i wiedzieć, ile ciężaru użyć w danej korekcie.

Czasami to uczniowie wywierają nacisk na nauczyciela, podchodzą i proszą, żeby nauczył ich zejścia do mostka z pozycji stojącej, podczas gdy w ogóle nie są do tego przygotowani. Albo chcą silniejszych korekt. Jak nauczyciel powinien zachować się w takiej sytuacji?

Jest to oczywiście trudna sytuacja. W zasadzie zdarzyło mi się ulec kontuzji w czasie jogi tylko kiedy wykonywałem trudną korektę na uczniu. Do trudnych korekt zaliczyłbym korekty w pozycjach z nogą za głową, na przykład pomaganie sztywnemu uczniowi w wejściu do supta-kurmasany albo pomaganie w zejściu do mostka ze stania na rękach ciężkiemu albo niezgrabnemu uczniowi. Jako nauczyciel powinieneś trzeźwo ocenić sytuację, i jeśli będzie to konieczne, powiedzieć uczniowi, że dana korekta może być potencjalnie niebezpieczna dla ciebie i dla niego i dlatego nie możesz jej wykonać.

Dwie ostatnie książki poświęciłeś pranajamie i medytacji. Ważną częścią obu tych praktyk jest opanowanie umiejętności siedzenia w lotosie. Wiem, że masz zdecydowane poglądy na to, dlaczego siedzenie w prawidłowej pozycji siedzącej jest aż tak ważne.

Tak, jest to coś czego nie mogę w pełni wytłumaczyć. Łatwiej mi osiągnąć głęboki stan medytacji i silne stany mistyczne, kiedy siedzę w dobrze wykonanej pozycji lotosu. Nie mogę tego wytłumaczyć, ale przypuszczam, że ma to związek z wewnętrzną rotacją ud, która wzmacnia mulabandhę, a ta z kolei oddziałuje na coś, co jogini nazwali kundalini lub szakti. W padmasanie miednica pochyla się silnie do przodu, obszar krocza naciska na podłogę, i jest stymulowany.

Boska siła twórcza obecna w ciele została nazwana przez joginów kundalini - zwinięta. Poprzez pochylenie miednicy do przodu kręgosłup unosi się do góry w sposób,  w jaki wąż unosi głowę. Jogini odkryli, że w ciele jest energia, która wznosi się w ciele wzdłuż kręgosłupa i przybiera kształt węża - najłatwiej doświadczyć tego w padmasanie, nieco trudniej w siddhasanie, sukhasanie i virasanie. Na pewno trudno jest doświadczyć tych stanów leżąc na podłodze albo garbiąc się. Oczywiście jest to możliwe, ale znacznie trudniejsze niż przy zastosowaniu technik jogi. Trzeba pamiętać, że jest wiele takich technik - jeśli jedna technika jest zbyt trudna,są inne, które można wykorzystać.  

Padmasana sama w sobie nie wywoła stanów mistycznych ani stanu głębokiej medytacji, ale sprawi, że zwiększa się prawdopodobieństwo ich osiągnięcia.

Czy osoby, które mają trudność w pochyleniu miednicy do przodu w padmasanie mogą usiąść wyżej - na przykład na kocu?

Tak, zdecydowanie w takiej sytuacji podłożyłbym coś pod guzy kulszowe.

Nie jest łatwo odprężyć plecy, utrzymać naturalną krzywiznę kręgosłupa.

To kwestia grawitacji. Im wyżej uniesiesz guzy kulszowe, tym łatwiej będzie pochylić miednicę do przodu. W padmasanie ważne jest też, żeby skręcić kości udowe do środka i wyprostować do momentu, kiedy przednia część goleni będzie skręcona w dół, w kierunku podłogi a podeszwy stóp do góry a nie do tyłu.

Pierwsza Seria asztangajogi jest doskonałym przygotowaniem do siedzenia w padmasanie przez długi czas, ponieważ wszystkie te pozycje wywołują określoną wibrację w kościach udowych.

Niektórzy nauczyciele mówią, że nie powinno się zaczynać praktyki pranajamy przed opanowaniem Drugiej Serii. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

To złożone zagadnienie, do którego można podejść na wiele sposobów. Przykładowo Śri T. Krishnamacharya nauczał pranajamy uczniów, którzy byli albo zbyt chorzy albo zbyt otyli, żeby praktykować asany. Trzeba zrozumieć, że praktyka pranajamy wyrównuje dosze – jest to osiągalne dla każdego, kto będzie po prostu praktykował pranajamę przez piętnaście minut dziennie. Pranajama nie jest czymś niezwykle skomplikowanym. Swami Ramdev zasugerował wręcz, że praktykę pranajamy należy włączyć do systemu opieki zdrowotnej w Indiach – jego zdaniem praktykowanie pranajamy przez piętnaście minut dziennie pozwala uniknąć przyjmowania syntetycznych leków. Powiedział też, że pranajama jest tak prosta i bezpieczna, że nawet dzieci i osoby w podeszłym wieku powinny ją codziennie wykonywać. W Indiach trwają starania, żeby włączyć pranajamę do programu edukacyjnego w szkołach podstawowych.

Jego punkt widzenia jest ciekawy i może zaskakiwać. Cieszę się, że nim nie jestem i nie muszę tego dowieść. W każdym razie zestawienie tego punktu widzenia ze skrajnym podejściem do praktyki pranajamy, zgodnie z którym nie wolno jej zacząć przed opanowaniem Drugiej Serii, jest ciekawe. Rodzi się pytanie, co zrobić z dużą grupą ludzi, którzy nigdy nie opanują Drugiej Serii? Żeby ukończyć Drugą Serię trzeba założyć obydwie nogi za głowę, stanąć na przedramionach, zapleść nogi do pozycji lotosu i opuścić je na ramiona a następnie z powrotem unieść się do stania na przedramionach. Bądźmy realistami – tylko około 0,1 % ludzkości będzie w stanie to zrobić. Co z resztą? Zawrócić ich od drzwi i zabronić wstępu? Myślę, że to kompletnie nierealne. Prawda jest taka, że jeśli jesteś w stanie utrzymać regularną praktykę Drugiej Serii, zrobisz szybsze postępy w praktyce pranajamy. Będziesz w stanie w miarę komfortowo spędzać dłuższy czas w padmasanie, a twoje ciało osiągnie stan, w którym wiele nadii będzie już oczyszczonych. Sanskrycka nazwa Drugiej Serii to nadiszodhana – oczyszczenie nadii. Nadie można również oczyścić praktykując przez piętnaście minut dziennie naprzemienne oddychanie nosem, które również określa się jako nadiszodhana. Idealnie byłoby połączyć obydwie te metody.

Dodatkowo zbyt powolne przejście od praktyki asan do praktyki wyższych stopni jogi wiąże się z pewnymi zagrożeniami. Mówi się, że kiedy jedną technikę jogi praktykuje się w oderwaniu od celu jogi, wokół serca gromadzi się sześciu wrogów: żądza, gniew, chciwość, zaślepienie, zazdrość i duma. Myślę, że nie kładzie się na to dostatecznie dużego nacisku. Zdarza się, że nieświadomi tego praktycy coraz bardziej identyfikują się z ciałem, wierzą w swoją wspaniałość i umiejętność wykonywania niezwykłych asan, podczas gdy w jogasutrach jest napisane, że jedynie praktyka wszystkich stopni jogi a nie tylko asan pomaga pozbyć się nieczystości (karmy, cierpienia).

Jeśli przestudiujesz jogasutry i inne klasyczne teksty poświęcone jodze uzmysłowisz sobie, że nie kładziono w nich takiego nacisku na praktykę asan, jak we współczesnej jodze.

Oddech uddżaji stanowi część sekwencji asztangawinjasy. Czy twoim zdaniem praktyka pranajamy poza serią jest korzystniejsza?

Tak, zdecydowanie. Trzeba zrozumieć, że praktyka asan nie będzie bardzo korzystna, jeśli nie połączy się jej z innymi stopniami jogi. Krishnamacharya zauważył, że wszystko we wszechświecie ma swój rytm: bicie serca, oddech, fale itp. Dlatego też uznał, że wykonywanie asan bez winjasy nie jest poprawne. Czuł, że również praktyka asan powinna mieć swój rytm. Ten rytm bierze się z łączenia oddechu z ruchem i utrzymywania bandh oraz driszti. Asany są umieszczone w kontekście innych stopni jogi. To właśnie sprawia, że praktyka asan jest tak silna. Dlatego też po tylu latach praktyki wciąż wierzę, że asztangawinjasajoga jest doskonałą metodą wspierającą praktykę wyższych stopni jogi i przygotowującą do niej. Ważne jest, żeby zrozumieć jedno – pełni ona rolę przygotowującą - nie jest celem samym w sobie ani końcem praktyki. Uczeń, który praktykował asztangawinjasę przez powiedzmy dwa lata zrobi szybsze postępy w pranajamie, bo poprzez tę praktykę i wykonywanie oddechu uddżaji będzie już rozumiał podstawy pranajamy.

Zgodnie z definicją pranajama polega na tym, że siedzi się w pozycji siedzącej, najlepiej w padmasanie, i wykonuje kumbhakę. Siedzi się nieruchomo o oddech jest wstrzymany, podczas gdy wszystkie bandhy są aktywne i medytuje się nad obiektem jogi powtarzając mantrę. Oznacza to, że z definicji pranajamy nie da się wykonać w czasie praktyki winjasy. Winjasa stanowi jedynie przygotowanie do praktyki pranajamy.

Kiedy najlepiej praktykować pranajamę?

Najlepiej byłoby to zrobić od razu po zakończeniu praktyki asan - po zakończeniu sekwencji końcowej i wejściu w padmasanę. To najlepszy czas do praktyki pranajamy – wydaje się, że ciało chłonie wówczas pranę o wiele silniej niż o innej porze dnia. Można oczywiście wykonać praktykę pranajamy przed praktyką asan albo wieczorem, ale będzie ona korzystniejsza bezpośrednio po praktyce asan.

Przez lata poznałeś tysiące uczniów, w której pozycji uczniowie mają problem z opanowaniem prawidłowej techniki?

Wydaje mi się, że wszystkie pozycje są w mniejszym lub większym stopniu trudne. Są oczywiście ogólne wskazówki, które mogą nam pomóc w praktyce. Po opanowaniu techniki trzeba upewnić się, że suma wektorów (intencji i kierunku) wynosi zero. Jeśli wydaje ci się, że w paschimottanasanie chodzi o dotkniecie głową do kolan albo o zbliżenie serca do stóp oznacza to, że powinieneś poszukać głębszych warstw tej pozycji. W jogasutrach Patańdżali mówi „Tatah Dvandva Anabhigatha” – kiedy osiągnie się pozycję, trzeba być wolnym od dwoistości. Kiedy w celu wykonania pozycji poszedłeś w jednym kierunku, powinieneś znaleźć kierunek przeciwny. Jeśli na przykład w paschimottanasanie przesuwasz klatkę piersiową w kierunku stóp, przeciwstawnym działaniem będzie sięgnięcie guzami kulszowymi do tyłu albo ściągnięcie łopatek w kierunku guzów kulszowych, podczas gdy mostek będzie przesuwał się do przodu. Przeciwności muszą się wyrównywać, żeby pozycja była poprawna.

Czy są pozycje, które uznałbyś za trudniejsze od innych?

Wydaje mi się, że niemal wszyscy maja problem z wykonaniem Urdhva Dhanurasany – pozycji mostka. Jest to bardzo złożona pozycja. Często uczniowie po prostu odpychają się jak najmocniej od podłogi licząc na to, że w ten sposób wejdą głęboko w tę pozycję. W rzeczywistości jest to pozycja, która ma bardzo skomplikowany wzorzec. Pozwól, że wyjaśnię, czym jest wzorzec. Kolejnym z podstawowych założeń praktyki asan jest to, że po wejściu w pozycję należy zaprzestać pracy, która umożliwiła jej wykonanie bądź też wykonać pracę przeciwną. Przykładowo wchodząc do pozycji takiej jak padmasana trzeba skręcić uda na zewnątrz ale po wejściu w tę pozycję wskazane jest skręcenie ud do wewnatrz. W paschimottanasanie z kolei, kiedy wszedłeś głęboko w pozycję i nie możesz pójść dalej, powinieneś uaktywnić prostowniki biodra – mięsień pośladkowy większy i mięśnie grupy tylnej uda – które normalnie, gdybyś nie obejmował stóp dłońmi, spowodowałyby wyjście z pozycji. W tej jednak sytuacji akcja ta rozluźni zginacze bioder i pozwoli ci wejść głębiej w pozycję.

Założenie to dość trudno zrozumieć w wypadku Urdhva Dhanurasany. W Urdhva Dhanurasanie prostowniki grzbietu i bioder pozwalają nam wejść do pozycji. Kiedy znajdziemy się w wygięciu do tyłu, powinno pojawić się złożona zależność między mięśniami z przodu i z tyłu ciała. Wyobraź sobie, że praktykowałbyś na kostkach mydła. Kiedy napniesz jedynie prostowniki grzbietu dłonie i stopy pozostaną na miejscu, ale równocześnie tył ciała stanie się krótszy, a ty będziesz niżej a nie wyżej. W wygięciu do tyłu wyginasz się, jak żagiel, który złapał wiatr – zasadniczo należy unosić pępek do góry. Żeby to zrobić trzeba oddalić od siebie dłonie i stopy wykorzystując mięśnie z przodu ciała – nie tylko mięśnie brzucha. Gdybyś praktykował na kostkach mydła twoje ręce i stopy oddaliłyby się od siebie. Nie mam na myśli zupełnego rozluźnienia prostowników bioder i grzbietu – jest jednak moment, kiedy uaktywniasz mięśnie z przodu ciała i lekko zapadasz się, ale później musisz uaktywnić mięśnie z tyłu ciała, żeby nie zapaść się całkowicie w pozycji. Ta zależność między przodem a tyłem ciała jest bardzo złożona i trudno ją zastosować, ponieważ w urdhva-dhanurasanie jest duży nacisk na rdzeń kręgowy, który wysyła informacje do twarzy i szyi. Może być trudno je rozluźnić, kiedy przejście między odcinkiem piersiowym i szyjnym jest zaciśnięte.  Jest bardzo ważne, żeby w wygięciach do tyłu uaktywnić mięśnie stabilizujące obręcz barkową – mięsień najszerszy grzbietu, i ściągnąć je w kierunku bioder i równocześnie opuścić tył głowy w kierunku podłogi – akcje te służą wydłużeniu szyi i temu, żeby złapać oddech. Kiedy uda się złapać oddech i rozluźnić szyję, łatwiej zebrać myśli i zastanowić się, co zrobić, żeby pogłębić i utrzymać tę cudowną pozycję.

Częste praktycy wykonują w czasie praktyki pozycje przygotowujące do trudnych pozycji. Jakie są twoim zdaniem wady i zalety tego podejścia?

Wydaje mi się, że osoby, które praktykowały inne metody jogi zgodzą się, że o ile asztangawinjasa zwiększa elastyczność niektórych partii ciała, o tyle też może powodować usztywnienie innych. Dzieje się tak ponieważ niektóre mięśnie nie rozciągają się dostatecznie, kiedy pozycję wykonuje się przez pięć oddechów. Dotyczy to na przykład największego mięśnia ciała – mięśnia czworogłowego uda. U szczególnie sztywnych uczniów może być wskazane dotarcie do niektórych partii ciała poprzez pasywne rozciąganie. Najważniejszym pasywnym ćwiczeniem jest supta-virasana, jednak żeby była ona efektywna i doszło do pełzania mięśnia trzeba ją wykonywać co najmniej jedenaście minut. Efektywne pasywne rozciąganie zajęłoby zbyt dużo czasu, żeby włączyć je do praktyki winjasy. Idealnym rozwiązaniem byłoby określenie, które partie ciała wymagają dodatkowej pracy i wykonanie ukierunkowanych na nie ćwiczeń rozciągających przed praktyką winjasy. Może się zdarzyć, że wykonanie pozycji przygotowujących będzie niezbędne w niektórych pozycjach, które bez przygotowania okazałyby się zbyt trudne lub obciążające. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wykonywanie zbyt wielu pozycji przygotowujących może spowodować zaburzenie płynności praktyki i spowolnić ją na tyle, że ciało nie rozgrzeje się w dostatecznym stopniu. Jeśli potrzebujesz rozgrzewek, spróbuj kilka razy w tygodniu skupić się w praktyce wyłącznie na płynności, w pozostałe zaś wykonuj pozycje przygotowujące, ale traktuj je jako coś przejściowego.

Co poleciłbyś osobą, które utkną na jednej z pozycji na dłuższy czas?

Trzeba uświadomić sobie jedno – nie da się dodawać do praktyki kolejnych pozycji przez całe życie. Każdy praktyk asan w pewnym momencie trafi na pozycję, której nie będzie w stanie wykonać przez dłuższy czas. Może się zdarzyć, że po tym dniu praktyk spędzi dekady nie przerywając praktyki, która na poziomie fizycznym cofnie się o krok, jednak będzie głębsza na poziomie pranicznym i duchowym. Trzeba zakwestionować założenie, że  rozwój w jodze polega na gromadzeniu nowych pozycji do czasu, kiedy zdobędzie się je wszystkie. Jest to założenie nierealne w równym stopniu jak nieustanny ekonomiczny wzrost. Kiedy ktoś dołożył starań, żeby opanować określoną pozycję, ale nie widać rezultatów, warto zastanowić się nad źródłem problemu. Może nim być na przykład kształt kości – w tym wypadku praktyka nic nie zmieni. Weźmy na przykład pozycje z nogą za głową – jeśli praktyk nie ma określonego zakresu ruchu w stawie biodrowym albo szyjka kości udowej jest zbyt gruba albo krótka to właśnie budowa kości będzie ograniczała ucznia. Są oczywiście pozycje, w których ograniczeniem jest brak elastyczności mięśni – w tym wypadku można wykonać pasywne rozciąganie przed praktyką winjasy.

Powszechny dzisiaj siedzący tryb życia powoduje, że wiele osób ma sztywne biodra albo barki. Czy mógłbyś polecić pasywne pozycje, które pozwoliłyby pracować nad tymi partiami ciała poza praktyką winjasy?

Nad mięśniami czworogłowymi najlepiej pracować poprzez supta-virasanę. Moim zdaniem każdy praktyk powinien wykonywać tę pozycję codziennie przez około 11-17 minut. Dobrze jest założyć pasek na kolana i pozwolić na to, żeby plecy wygięły się swobodnie – jeśli będzie to potrzebne można wykonać tę pozycję na kocach albo bolsterze.

Sztywność mięśni bioder można zmniejszyć wykonując siad skrzyżny z kolanami na podłodze, albo niżej od linii bioder, co można uzyskać siadając na kocu. Myślę, że dobrze byłoby siedzieć w ten sposób codziennie przez około pół godziny. Na przykład ja spędzam dużo czasu przed komputerem siedząc ze skrzyżowanymi nogami. Siadam w ten sposób, żeby kolana opadały w dół a guzy kulszowe były oparte wyżej.

Najlepszym sposobem zmniejszenia sztywności barków byłoby wygięcie na drewnianym krześle tak, że nogi przełożone są przez oparcie a barki oparte na krawędzi krzesła. Chodzi o to, żeby nie wyginać się w lędźwiach, które i tak przeważnie są już dostatecznie elastyczne i są, równocześnie,. najdelikatniejszą częścią kręgosłupa. Przeniesienie ramion za głowę pozwala pracować nad barkami i odcinkiem piersiowym kręgosłupa.

Czy twoim zdaniem osoby, które mają sztywne barki powinny wykonywać dużo skoków do przodu i do tyłu albo stania na rękach.

Im sztywniejsze masz barki, tym bardziej powinieneś unikać podobnych przejść. Ich wykonywanie sprawi, że staniesz się silniejszy i sztywniejszy. Jeśli, jak większość mężczyzn, jesteś osobą o wysokim napięciu spoczynkowym mięśni przez całe życie będzie ci łatwo rozwinąć siłę, więc nie ma potrzeby przesadnego skupienia na sile. Z kolei statystyczna kobieta z łatwością zwiększa zakres ruchu i elastyczność, dlatego też powinna skupiać się na rozwoju siły i wzmocnieniu mięśni tak, żeby stawy mogły być stabilizowane. Z funkcjonalnego punktu widzenia każdy powinien szukać równowagi: osoby sztywne powinny skupić się na poprawie elastyczności, osoby bardzo elastyczne na rozwoju siły. Wymaga to tego, żeby skupić się na tym, co mniej przyjemne, przeciwne wrodzonym skłonnościom. Osoba silna z łatwością zwiększy siłę a efekty będą widoczne już po kilku dniach. Podobnie stosunkowo elastyczna osoba z łatwością zwiększy elastyczność, jednak nie o to chodzi.  

Wielu z nas ma niesymetryczne ciało – przykładowo mięśnie grupy tylnej uda są sztywniejsze po jednej stronie. Czy są dobre sposoby na wyrównanie tych nierówności?

Tak – trzeba skupić się na pozycjach asymetrycznych. Praktycznie każde ciało jest w mniejszym lub większym stopniu niesymetryczne. Przez lata spotkałem tysiące uczniów i żaden z nich nie miał idealnie symetrycznego ciała. Dlatego też starając się wyrównać nierówności trzeba unikać pozycji symetrycznych. Przykładowo urdhva-dhanurasana jest pozycją symetryczną, podobnie paschimottanasana. Jeśli jedna ze stron jest sztywniejsza skup się raczej na pozycjach asymetrycznych i wykonuj je z większym entuzjazmem albo dłużej na słabszą stronę. Sprawa jest nieco trudniejsza w wypadku wygięć do tyłu – wiele z nich to pozycje symetryczne. Można jednak zmodyfikować pozycję świerszcza: unosząc do góry jedną rękę i nogę, żeby poprawić siłę prostowników grzbietu z tej strony. Rozwinięcie siły prostowników jest ważne ponieważ w pozycjach takich jak mayurasana silniejsza strona wykona 60-70 % pracy , co będzie jedynie pogłębiało nierównowagę i może w pewnym momencie spowodować dysfunkcję. Trzeba pamiętać, że dysfunkcje nie zdarzają się nagle i nie biorą się znikąd, są rezultatem nieświadomego i ciągłego pogłębiania nierównowagi w ciele.

Jest wiele osób, które przez lata praktykują wyłącznie Pierwszą Serię, bo nie mogą na przykład opanować ostatnich pozycji serii. Odnoszę wrażenie, że podobna praktyka powoduje zaburzenie równowagi w ciele. Czy uczniowie ci mogą praktykować pozycje z Drugiej Serii?

Myślę, że tak. Jeśli ktoś praktykowałby codziennie Pierwszą Serię przez dziesięć lat a ma na tyle sztywne plecy, że w ogólne nie może wykonać urdhva-dhanurasany, jest wskazane, żeby zaczął wykonywać wygięcia do tyłu z Drugiej Serii. Jeśli praktyk może unieść się do wygięcia do tyłu, wskazane może być dłuższe wykonywanie tej pozycji.


Wielu praktyków na Zachodzie interesuje wyłącznie wykonywanie asan. Dlaczego twoim zdaniem włączenie do praktyki pozostałych stopni jogi jest ważne?

Sri T. Krishnamacharya stwierdził, że korzyści płynące z jogi zależą od stopni, które się praktykuje. Powiedział, że korzyści płynące z praktyki asan są głównie fizyczne. Naturalnie asany mają też inne zalety, ale praktycy często je przerysowują. Jeśli chcesz osiągnąć coś więcej, niż zdrowe i silne ciało, musisz włączyć do praktyki wyższe stopnie jogi takie jak pranajama i medytacja. Zachęcam każdego praktyka, żeby spróbował praktyki wyższych stopni bo naprawdę można zyskać znacznie więcej niż zdrowe ciało.

Jeśli się nie mylę masz obecnie pięćdziesiąt lat. W jaki sposób twoja obecna praktyka różni się od praktyki sprzed dwudziestu lat i w jakim zmierza kierunku?

Kiedyś praktykowałem ambitniej i intensywniej. Wydaje mi się, że moja praktyka stała się bardziej „eteryczna”. Udało mi się utrzymać fizyczne korzyści ale poświęcam mniej czasu i energii na praktykę asan. Zyskany w ten sposób czas poświęcam na praktykę pranajamy i medytacji. Myślę, że ta tendencja będzie się utrzymywała. Raczej nie przestanę praktykować asan, ale z pewnością coraz więcej czasu będę przeznaczał na praktykę wyższych stopni jogi.

Czy miałeś w życiu taki czas, kiedy trudno było ci utrzymać praktykę? Jeśli tak, co sprawiło, że jej nie przerwałeś?

Tak – jednym z moich zainteresowań jest projektowanie ogrodów. Kiedyś, wykonując pracę ogrodowe i przenosząc kamienie, uszkodziłem sobie łąkotkę oraz więzadła. Prowadziłem wówczas dużą, prężnie działającą szkołę jogi, w której na zajęciach było około sześćdziesięciu osób. Po tej kontuzji z powodu bólu na zajęcia wchodziłem na czworakach. Starałem się wykonywać korekty, ale było to dosyć upokarzające. To był ciężki czas.

Zdarzyło mi się też uszkodzić bark, kiedy pomagałem ciężkiemu uczniowi w wykonaniu zejścia do mostka ze stania na rekach.

W obydwu wypadkach wykorzystałem kontuzje, żeby zbadać, co zrobić w celu wyleczenia się. Wydaje mi się, że udało mi się obrócić te wydarzenia w coś cennego.

Są ludzie, którym zmotywowanie się do regularnej praktyki przychodzi z trudem. Są dni, kiedy czują się zmęczeni albo apatyczni albo wydarza się coś innego, co uniemożliwi im pojawienie się w szkole. Czy masz wskazówki, które pomogłyby im w utrzymaniu regularnej praktyki?

Sądzę, że w tym wypadku konieczne jest podjęcie zobowiązania. W jodze można to nazwać tapasem. Jedno ze znaczeń tapasu to utrzymanie  praktyki w obliczu przeciwieństw i dlatego trzeba podjąć zobowiązanie, że będzie się praktykowało niezależnie od tego, co podpowiada w danym momencie umysł. Wstań, wejdź na matę i zacznij praktykować. Umysł zawsze znajdzie powód, żeby nie praktykować. Dzieje się tak dlatego ponieważ praktyka jest czymś, co ostatecznie pozwoli praktykującemu kontrolować umysł. Praktyka asan połączona z praktyką pranajamy i medytacji umożliwia osiągnięcie kontroli nad umysłem  w takim stopniu, w jakim kontrolujemy mięśnie w czasie wykonywania asan. Jest to naturalny stan, o którym zapomnieliśmy. System edukacyjny uczy nas identyfikowania się z umysłem. Nie jesteś umysłem, jesteś starożytnym bytem. Umysł jest trochę jak ekran kina, może dostarczyć nam rozrywki, ale nie musimy się z nim identyfikować.

Uczniowie często pytają, czy istnieje idealne tempo oddechu do praktyki asan. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Myślę, że nie ma rozwiązania dobrego dla wszystkich. Piękno praktyki w stylu Mysore polega na tym, że można podążać za swoim oddechem. Są ciała, które otwierają się szybciej przy szybkim oddechu, są też ciała, które potrzebują oddechu wolniejszego. Zresztą tempo oddechu zależy też od wieku, stanu zdrowia, zmienia się zależnie od temperatury, wilgotności powietrza. Nie da się wystandaryzować tempa oddechu i powiedzieć każdemu „powinieneś oddychać w ten sposób”. Widać to wyraźnie na zajęciach prowadzonych: kiedy tempo praktyki jest bardzo szybkie jedna grupa uczniów cierpi, kiedy tempo jest powolne cierpi inna grupa. Dobrze jest wybrać się samemu raz na jakiś czas na zajęcia prowadzone i przypomnieć sobie, jak to jest ćwiczyć w narzuconym tempie. Moim zdaniem najlepiej jest podążać za swoim oddechem.

Szybki oddech często łączy się z „lekką” praktyką a oddech powolny z „ciężką” praktyką.

Myślę, że coś w tym jest. Kiedy masz mało energii, spróbuj szybkiej praktyki. Generalnie rzecz biorąc powolne oddychanie jest męczące. Spróbuj na przykład pozostawać w każdej pozycji przez osiem oddechów. Praktyka będzie o wiele trudniejsza. Spróbowałem kiedyś wykonywać każdą pozycje przez 16 oddechów. Następnego dnia byłem cały obolały.

Jeśli danego dnia nie masz siły na praktykę, spróbuj wykonać ją naprawdę szybko.

Ostatnią książkę poświęciłeś medytacji. Przedstawiona w niej pełna technika medytacji w jodze jest bardzo złożona, może być porównana do żonglowania kilkoma przedmiotami. Czemu Twoim zdaniem ma służyć taka złożoność? Często słyszy się, że wystarczy usiąść i obserwować oddech.

Siedzenie i obserwowanie oddechu może wydawać się wielu osobom atrakcyjne. Dotyczy to zwłaszcza tych osób, które na co dzień pracują na wysokich obrotach. Obserwacja oddechu może działać na nie uspokajająco. Jednakże, statystycznie biorąc, siedzenie i obserwowanie oddechu to długa droga do osiągnięciu celu medytacji. Przykładowo Swami Vivekananda mówił, że kiedy siedzisz i obserwujesz oddech, będziesz powoli obserwował, że myśli pojawiają się coraz rzadziej, jednak dzieje się to tak wolno, że postęp jest ledwo zauważalny.

W żonglowaniu ciekawe jest to, że im więcej używa się przedmiotów, tym trudniej myśleć, ponieważ umysł nie jest w  stanie skupić się na powiedzmy więcej niż trzech rzeczach równocześnie. Kiedy żonglujesz pięcioma przedmiotami umysł automatycznie wchodzi w stan medytacji. Około osiemdziesiąt lat temu żył ciekawy mistyk – Gurudev, który opracował święty taniec, w którym każda kończyna porusza się w innym rytmie. Niesamowite jest, jak łatwo wejść wówczas w medytacyjny stan – jeśli chcesz wykonać ten taniec nie zrobisz tego, kiedy dominują fale beta – charakterystyczne dla intensywnego skupienia na jakiejś czynności lub przedmiocie. W tym tańcu umysł przechodzi szybko na fale alfa, peryferyjna uważność pozwala skupić się na wielu rzeczach równocześnie. Podobnie jest z technika medytacji w jodze. Technika ta zmusza praktyka do rozdzielenia uwagi na kilka rzeczy na raz pozwalając mu osiągnąć stan transu.

Napisałeś cztery książki. Czy pracujesz nad kolejną?

Tak, doszedłem do etapu, w którym pracuję nad sześcioma projektami równocześnie, ale na żadnym z nich nie skupiam się w stu procentach. Najwięcej czasu poświęcam książce na temat Sankalpy – jogicznej metodzie, która pozwala wykorzystać umysł do zgrania się z wszechświatem i wytwarzania dobroczynnej energii.  

Czekamy na nią z niecierpliwością. Dziękuje za rozmowę.

To ja dziękuję.


Wywiad ukazał się na stronie www.loveyogaanatomy.net. Dziękujemy Stuartowi za zgodę na jego transkrypcję i publikację na naszym portalu. 

 

Gregor Maehle: Praktyuje jogę od ponad trzydziestu lat. W latach osiemdziesiątych zaczął podróżować do Indii, gdzie praktykował z wieloma mistrzami hathajogi i tantry. Uczył się między innymi u Sri K. Patthabiego Joisa, który w 1997 r autoryzował go oraz u BNS Iyengara, który uczył go pranajamy i wyższych stopni jogi.


Zachęcamy do odwiedzenia jego strony internetowej: http://www.8limbs.com/









Paweł Witkowski INTools