Tłumaczenie:
Łukasz Przywóski
Zapraszamy do lektury wywiadu z Markiem i Joanne Darby przeprowadzonego przez Ilyę Zhuravleva, twórcę serwisu www.wildyogi.info. Mark i Joanne są certyfikowanymi nauczycielami asztangajogi, prowadzą szkołę www.sattvayogashala.com w Kanadzie.

Chciałbym zacząć od najpopularniejszego ale i zawsze interesującego czytelników pytania – w jakich okolicznościach zacząłeś praktykę jogi?
Mark: Zaczęło się, kiedy byłem młody. Interesowałem się duchowością, chciałem zostać księdzem. Dorastałem w Australii. Uczęszczałem do katolickiej szkoły, ale kościół katolicki zawiódł mnie - nie mogłem uwierzyć, że tyko Katolicy idą do nieba. Nie mogłem uwierzyć, że Bóg nie wpuści do nieba osób zamieszkałych, powiedzmy, w Afryce bądź członków plemion żyjących w dżunglach i w lasach. Nie mogłem uwierzyć, że Bóg jest tak okrutny. Nie podobały mi się również inny katolickie idee. To sztywny dogmat religijny. W czasie pierwszej podróży do Indii uzmysłowiłem sobie, że duchowość jest wszędzie – wśród ludzi na ulicy, w świątyniach. To była żywa duchowość. Wyjechałem z Indii jednak postanowiłem do nich wrócić. Pokochałem ten kraj, zwłaszcza że odnalazłem w nim coś ważnego, cząstkę której mi brakowało. Pomyślałem sobie, że po przyjeździe do Indii pójdę na jogę, ponieważ tradycja jogi wywodzi się z Indii. Nie miałem pojęcia, czym jest joga – pytałem o to wielu ludzi, ale ich odpowiedzi były dla mnie niejasne. Wróciłem do Indii w maju 1978 r, ale nie byłem wówczas gotowy w pełni poświęcić się praktyce jogi. Byłem podróżnikiem, słyszałem wiele o Goa i świątecznych imprezach. To było ziarno, które musiałem zasiać zanim stałem się gotowy rozpocząć moją przygodę z jogą. Lubiłem surfować, więc poleciałem na Sri Lankę, żeby to robić a następnie wróciłem do Indii w październiku. Przyjechałem jako turysta, zostawiłem bagaże w Majsurze i pojechałem na Goa, gdzie uczestniczyłem w wielu psychodelicznych imprezach i bawiłem się. Na tych imprezach można usłyszeć wzmianki o Sziwie. Po pobycie na Goa pojechałem do Gokarty – miasta położonego na wybrzeżu Karnayaki związanym z Szivą, by uczestniczyć w Shiravatri – festiwalu poświęconym Sziwie, Przypominało to pielgrzymkę, niczym pielgrzym przeszedłem całe wybrzeże od Goa do Gokarty. Zostałem w Gokarnie na Shiravatri, potem uznałem, że jestem już gotowy na jogę. Skończyłem z imprezami. Zostałem błogosławiony łaską Sziwy – wróciłem do Majsuru, gdzie zostały moje bagaże. W hotelu, w którym nocowałem spotkałem Cliffa Barbera. Zaproponował „Poznaj mojego nauczyciela”, chodziło o Patthabiego Joisa. Jois powiedział „Obejrzyj zajęcia”. Obejrzałem. Po zajęciach zapytałem „ile to kosztuje?”, na co odpowiedział „100 dolarów”. Odpowiedziałem „Baba, to za dużo, mogę zapłacić 75 dolarów.” Nie zgodził się, stwierdziłem „nie, to nie”. Mimo to wróciłem następnego dnia i powiedziałem „chcę to robić”. Powiedział „Dobra, 75 dolarów”. Zacząłem. Powód – nie mam pojęcia, nie wiedziałem nic o jodze, po prostu coś we mnie zaskoczyło.